Ludzie bardzo lubią mówić innym, co powinni robić, jak mają żyć, z kim się spotykać, co czuć i w którym momencie najlepiej przestać czuć to, co akurat czują. Jeszcze chętniej oceniają, a później nazywają to własną opinią, jakby samo użycie tego słowa automatycznie nadawało ich wypowiedzi klasę, sens i prawo do przekraczania cudzych granic.
Tylko że nie każda wypowiedź jest opinią, ponieważ czasami jest po prostu chamstwem, które ktoś próbuje elegancko zapakować, żeby samemu poczuć się lepiej. Każdy ma prawo myśleć po swojemu, ale nie oznacza to, że każdą myśl trzeba natychmiast wypowiedzieć, szczególnie wtedy, gdy nikt o nią nie pytał. Jedna z najprostszych zasad dobrego wychowania mówi przecież, że nieproszona opinia bardzo często staje się krytyką, zwłaszcza kiedy dotyczy czyjegoś wyglądu, związku, decyzji życiowych albo sytuacji, o której wiemy tyle, ile udało nam się zobaczyć na kilkunastosekundowym nagraniu.
Rozumiem jednak, dlaczego ludzie to robią, szczególnie w mediach społecznościowych, gdzie każdy może przez chwilę poczuć się ekspertem od życia drugiego człowieka. Osoby takie jak ja, które świadomie pokazują część swojej codzienności i zapraszają innych do swojego świata, muszą liczyć się z tym, że będą oceniane, komentowane i analizowane, często przez ludzi, których nigdy nawet nie spotkały. Godzę się z tym, ponieważ wiem, na czym polega obecność w internecie, ale nie oznacza to, że muszę akceptować każdą historię stworzoną na mój temat.
Nie godzę się szczególnie z wywodami wyrwanymi z kontekstu, z ocenianiem decyzji bez znajomości wydarzeń, które do nich doprowadziły, z budowaniem całej opowieści na podstawie kilku zdjęć, krótkiego filmu albo czyjegoś domysłu. Dostęp do fragmentu mojego życia nie oznacza przecież dostępu do wszystkich rozmów, emocji, wątpliwości i powodów, dla których coś zrobiłem właśnie tak, a nie inaczej.
Męczy mnie ocenianie bez faktów, bez znajomości sytuacji i bez próby zrozumienia, ponieważ coś takiego przestaje być zwykłą opinią. Zaczyna przypominać oszczerstwo zbudowane z wyobrażeń, przypuszczeń i argumentu w stylu „bo tak mi się wydaje”. Ktoś widzi efekt końcowy, ale nie wie, co wydarzyło się wcześniej, ile rozmów zostało przeprowadzonych, ile razy ktoś próbował coś naprawić ani jaką cenę zapłacił za podjętą decyzję.
Nie dotyczy to wyłącznie mnie, ponieważ robimy to właściwie każdego dnia, nawet jeśli nie zawsze chcemy się do tego przyznać. Patrzymy na obcego człowieka i w kilka sekund układamy sobie jego historię, oceniamy jego wybory, charakter, relacje, a czasem nawet całe życie. Sam też pewnie nieraz oceniłem kogoś zbyt szybko, dlatego nie zamierzam udawać świętego człowieka, który zawsze wszystko rozumie i nigdy nie popełnia podobnych błędów. Dzisiaj po prostu staram się zatrzymać, zanim wydam wyrok na kogoś, o kim tak naprawdę prawie nic nie wiem.
Każdy z nas podejmuje różne decyzje, jedne okazują się rozsądne i prowadzą w dobrą stronę, inne po czasie wyglądają jak pomysły człowieka, który chwilowo wyłączył myślenie. Tak wygląda życie, ponieważ wszyscy czasem popełniamy błędy, źle oceniamy ludzi, ignorujemy sygnały albo robimy coś pod wpływem emocji. Mamy do tego prawo, podobnie jak mamy prawo później zmienić zdanie, wycofać się i spróbować jeszcze raz.
Możemy nie zgadzać się z czyimś wyborem i możemy o nim rozmawiać, ale dobra rozmowa wymaga zgody obu stron oraz choćby minimalnej chęci zrozumienia. Polemika prowadzona po to, żeby poznać inny punkt widzenia, jest czymś zupełnie innym niż obrzucanie człowieka błotem, wyśmiewanie go i próba publicznego upokorzenia. Kiedy celem nie jest rozmowa, lecz pokazanie komuś, że jest gorszy, nie mamy już do czynienia z wymianą poglądów, tylko ze zwykłym chamstwem przebranym za szczerość.
Właśnie w tym miejscu pojawiają się podwójne standardy, które zawsze mnie fascynowały. Ktoś potrafi z ogromnym przekonaniem krytykować drugiego człowieka za zachowanie niezgodne z jego zasadami, a chwilę później sam robi dokładnie to samo, tylko oczywiście znajduje dla siebie dobre wytłumaczenie. Inni powinni przestrzegać norm, zachowywać się dojrzale i ponosić konsekwencje, natomiast on może wszystko, ponieważ jego sytuacja jest przecież wyjątkowa, jego emocje są ważniejsze, a jego błędy wynikają z okoliczności.
Ludzie robią głupie rzeczy i popełniają błędy, czasami małe, a czasami tak wielkie, że przez długi czas muszą później sprzątać własny bałagan. Sam mam na koncie decyzje, których dzisiaj prawdopodobnie bym nie podjął, ale właśnie dlatego nauczyłem się nie oceniać człowieka wyłącznie po najgorszym momencie jego życia. O wiele ważniejsze jest dla mnie to, kim jest dzisiaj, czy potrafił wyciągnąć wnioski, przyznać się do błędów i zrobić coś, żeby ich więcej nie powtarzać.
Ostatnio dowiedziałem się o sobie naprawdę wielu rzeczy, poznałem podobno swoje intencje, motywacje, emocje, a nawet powody decyzji, które podejmowałem. Najciekawsze jest jednak to, że wszystkiego tego dowiedziałem się od ludzi, którzy nie znają mnie osobiście, nigdy nie siedzieli ze mną przy jednym stole, nie uczestniczyli w żadnej ważnej rozmowie i nie widzieli nawet ułamka tego, co wydarzyło się naprawdę. Jest w tym coś absurdalnego, kiedy obcy człowiek z kilku dostępnych fragmentów składa sobie całą twoją historię, a później jest bardziej pewny własnej wersji niż ty, który tę historię rzeczywiście przeżyłeś. Domysły stają się dla niego faktami, przypuszczenia dowodami, a własne wyobrażenie o świecie jedyną dopuszczalną prawdą.
Żebyście lepiej zrozumieli, o jakim absurdzie mówię, podam wam prosty przykład z wiadomości, które ostatnio dostałem. Jedna osoba napisała mi, że to, co robię, jest żenadą, więc przewinąłem rozmowę kilka wiadomości wyżej i zobaczyłem, że wcześniej zapytała mnie:
„Czy mając 44 lata, troje wspólnych dzieci, psy i koty, warto odejść od męża? Nasze małżeństwo nie układa się już właściwie wcale, a z pozytywów zostały tylko miłe wspomnienia. Chyba czuję się już za stara na zmiany”.
Odpisałem jej wtedy:
„Życzę Ci wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że Twoje życie ułoży się najlepiej, jak to możliwe. Każdy zasługuje na szczęście, dlatego mam nadzieję, że Ty również odnajdziesz swoje”.
Nie przytaczam tej historii po to, żeby tę osobę ośmieszyć, rozliczyć albo pokazać, że jestem od niej lepszy, ponieważ sam mam wystarczająco dużo własnych błędów, żeby nie budować sobie pomnika z cudzych słabości. Zobaczyłem w tej sytuacji jednak coś bardzo ludzkiego i jednocześnie smutnego, ponieważ ktoś, kto sam potrzebował zrozumienia, wsparcia i zgody na zmianę własnego życia, chwilę później nie potrafił dać nawet odrobiny tego samego drugiemu człowiekowi. Rozumiem, że każdy nosi w sobie jakąś historię, że coś go boli, czegoś się boi i przez filtr własnych doświadczeń patrzy na wybory innych ludzi. Czasem cudza decyzja dotyka miejsca, którego sami jeszcze nie przepracowaliśmy, uruchamia żal, lęk albo poczucie niesprawiedliwości, ale nawet własny ból nie daje nam prawa do ranienia kogoś, o kim tak naprawdę prawie nic nie wiemy.
Życie wśród ludzi nie polega na tym, żeby wypowiadać każdą myśl, która pojawi się w głowie, a później zasłaniać się szczerością i prawem do własnej opinii. Wyrażanie zdania nie musi oznaczać obrażania, podobnie jak różnica poglądów nie musi kończyć się pogardą, ponieważ między udawaniem, że wszystko nam się podoba, a zwykłym chamstwem istnieje jeszcze ogromna przestrzeń na rozmowę, szacunek i przyzwoitość. Odrobina grzeczności i empatii nie powinna być luksusem zarezerwowanym dla wybranych, lecz czymś zupełnie normalnym, szczególnie wtedy, gdy ktoś zrobił coś, czego nie rozumiemy, nie akceptujemy albo sami nigdy byśmy nie zrobili. Łatwo okazywać zrozumienie ludziom, którzy żyją według naszych zasad, ale prawdziwa dojrzałość zaczyna się wtedy, gdy potrafimy nie upokorzyć człowieka, którego wybory są nam całkowicie obce..
Bo właśnie o to chodzi w całej tej historii. Nie musimy rozumieć każdej decyzji drugiego człowieka ani się z nią zgadzać, żeby nadal traktować go z szacunkiem. Możemy uważać, że sami postąpilibyśmy inaczej, ale dopóki nie znamy wszystkich wydarzeń, rozmów, emocji i powodów, widzimy jedynie fragment, z którego bardzo łatwo zbudować wygodną, choć niekoniecznie prawdziwą opowieść.
Może więc, zanim następnym razem napiszemy komuś, że jego życie jest żenadą, warto na chwilę zatrzymać palce nad ekranem i przypomnieć sobie moment, w którym sami potrzebowaliśmy zrozumienia, a nie kolejnego wyroku. Po drugiej stronie nie znajduje się przecież wyłącznie profil, zdjęcie albo temat do komentowania, lecz człowiek, który również coś przeżywa, czegoś się boi i próbuje poukładać własne życie najlepiej, jak w danym momencie potrafi. Nie musimy akceptować wszystkiego, co robią inni, ponieważ szacunek nie oznacza bezwarunkowej zgody. Oznacza jedynie, że nawet wtedy, gdy cudze wybory są nam całkowicie obce, potrafimy zachować przyzwoitość i nie zamieniać swojej opinii w narzędzie do poniżania drugiego człowieka.
Dlatego każdemu życzę szczęścia, ale jeszcze bardziej życzę pokory, ponieważ szczęście bez pokory potrafi szybko zamienić się w przekonanie o własnej nieomylności. Życzę też, żeby nikt nie musiał tłumaczyć swojego życia ludziom, którzy nawet nie próbują go zrozumieć, tylko czekają na kolejną okazję do wydania wyroku.
Najbardziej jednak życzę nam wszystkim, żebyśmy nie zachłysnęli się własną zajebistością i nie uwierzyli, że stoimy wyżej od innych tylko dlatego, że akurat patrzymy na ich błędy z bezpiecznej odległości. Myślenie, że jest się lepszym człowiekiem, jest bardzo ludzkie, ale właśnie dlatego warto pilnować się szczególnie wtedy, gdy najłatwiej uwierzyć, że mamy moralne prawo urządzać cudze życie.